Wredna i bez empatii

Często słyszę opowieści koleżanek, czy pasażerów komunikacji miejskiej(!), czytam na forum, jaka ta położna była niemiła, jaka opryskliwa i bez empatii. I kiedyś myślałam, no co za koleżanki po fachu, jak tak można. Ale z czasem zaczęłam się zastanawiać, a skąd ta pewność, że niezadowolona pacjentka nie mówiła o mnie. Mi się wydaję, że wytłumaczyłam dokładnie, wykazałam zrozumienie a być może jednak nie trafiłam w tok rozumowania kobiety, mój żarcik dla rozluźnienia atmosfery tylko zdenerwował i tak już zestresowaną matkę.

Mój styl bycia jest zawsze taki sam- każda świeżo upieczona mama jest inna. Działają hormony, zmęczenie, wieczny niepokój czy dziecko się najada, czy nie boli brzuszek. Może zbyt lekko powiem, że jak dziecko płacze to trzeba przystawić do piersi, może moja mina na przerażoną reakcję rodziców, że dziecko puściło bąka i chcą wzywać pediatrę mówi za dużo (sytuacja autentyczna)

Ale pewne zachowania pacjentek nie mają nic wspólnego z niewyspaniem i niepokojem. Jeśli kobieta od wejścia tylko żąda: „Proszę mi przystawić dziecko, proszę mi przebrać dziecko, proszę mi podać telefon”, to nawet jak mam super humor nie pałam nim do danej osoby. Na taką salę idę tylko kiedy muszę. Co innego jak mama jest sympatyczna, fajnie się z nią rozmawia. Wówczas idę nawet gdy nie muszę. Przecież to działa w dwie strony.

Sytuacja na sali pooperacyjnej: Po cięciu cesarskim im szybciej kobieta wstanie tym lepiej dla jej zdrowia. Fakt,   że początek może być ciężki, ale im dłużej się leży tym gorzej. W związku z tym staram się zmobilizować, przetłumaczyć, przekonać. No wstają, nic nie mówią. A potem słyszę szept do męża : „To ta wredna, co kazała mi chodzić”. Czasy, gdy po cięciach leżało się plackiem dwa tygodnie na szczęście dawno minęły. Teraz ludzie po operacjach serca czy kręgosłupa wstają tego samego dnia. Ale niezadowolenie i skarga już się piszą.

Ile razy słyszę, po trzech dniach pobytu w szpitalu ,,niech mi Pani ubierze dziecko…”, ,,Nie ma sprawy, ale jak Pani sobie poradzi jak wyjdzie Pani ze szpitala?” Kiedyś musi być ten pierwszy raz, jak będzie krzywo pampers to dziecko obsika wszystko na około i wówczas będzie wiadomo, że trzeba go mocniej spiąć. ”

Reakcja pacjentki do męża: ,, To ta wredna, co nie chciała przewinąć mi dziecka”.

Druga doba u noworodków polega na wiszeniu na piersi. Co się odstawi, żeby pójść do łazienki to ono w ryk. Przychodzi mam i mówi, że chce dokarmić dziecko mieszanką. Tłumaczę, że to tak wygląda, że to minie, że trzeba dać maluchowi tyle piersi ile chce, że to nie jest potrzeba jedzenia, ale i przytulania, bliskości, potrzeby bezpieczeństwa.

Komentarz do męża:,, To ta wredna, co nie chciała mi dać butli”

Na oddziale są określone godziny odwiedzin i zapis w regulaminie o jednej odwiedzającej osobie do jednej pacjentki. Co robią ludzie? Siedzą od rana do wieczora, babcia, ciocia, przyjaciółka, były chłopak przyjaciółki i jej brat. Na sali zaduch, gwar i chaos. I gdzie tu czas na karmienie, na wietrzenie naciętego krocza, kangurowanie? A potem dziecko nie chce jeść, traci na wadze, wpada w żółtaczkę. Lament niesamowity. Ale jak proszę, czasami już bardzo stanowczo, żeby jednak odwiedzający opuścili salę to co słyszę?

To ta wredna położna, co wyrzuciła męża.

I tu mój apel- zanim powiecie o kimś z personelu, że był zły i niemiły, pomyślcie jak Wy się zachowywaliście, jakie było Wasze podejście i nastawienie. I nie dotyczy ty tylko położnych, ale każdego zawodu. Czy Pani w okienku na poczcie naprawdę nie chciała Wam szybko pomóc? Czy Pani przy kasie na pewno zaplanowała, że akurat przy Was skończy się papier?

P.s. Pozdrawiam z dyżuru moje obecne i byłe pacjentki.

Podziel się swoją opinią na ten temat:

4 Komentarze na temat "Wredna i bez empatii"


Czytelnik
Monika
1 rok 11 miesiące temu

Czy nacięcie krocza jest takie niezbędne, że wszyscy je wymieniają jako coś naturalnego? Rodziłam dwa razy za granicą i nikt mnie nie nacinał. Pierwszy raz lekko pękłam I miałam rozpuszczalne szwy a za drugim razem nic mi nie było . Nie stosowałam ćwiczeń ani balonikow. Za drugim razem położna pomogła mi mnaciągając krocze.
Pozdrawiam z Niemiec

Czytelnik
Ania
1 rok 11 miesiące temu

U mnie niestety, ale opieka podczas próby porodu sn i potem po cięciu cesarskim była… taka sobie, mówiąc delikatnie. Poród był indukowany, bo nie miałam własnej czynności skurczowej wcale, a pojawiło się nagle małowodzie i nadciśnienie. Jestem lekarką świeżo po studiach, rodziłam na oddziale, na którym miałam parę miesięcy wcześniej zajęcia i zdawałam egzamin z ginekologii. Po preindukcji cewnikiem trafiłam na blok porodowy, gdzie położna przywitała mnie „no nie, znów indukcja! Mówię Ci, nie ma nic gorszego niż indukcja u pierworódki!” – na moje „dlaczego?” – odpowiedziała „jeszcze zobaczysz…”. Zobaczyłam. Nie wolno mi było zmieniać pozycji (bo KTG i kroplówka), kiedy zgłosiłam, że na leżąco mam duszność i chwilami tracę kontakt z rzeczywistością, usłyszałam, że „mam nie histeryzować, bo nie ja pierwsza tu rodzę”. Nie urodziłam. Przez 15 h (z czego 10 h) w bólach krzyżowych – tak, stale na leżąco – rozwarcie jak było 5 cm, tak zostało 5 cm. W końcu zapadła decyzja o cięciu, w środku nocy. Po cięciu na sali pooperacyjnej były świetne położne, przystawiły Małą, myślałam, że będzie lepiej. Za to rano się zaczęło… Lekarz jeszcze zabronił mi wstawać, Mała płakała w łóżeczku obok, poprosiłam panią położną, żeby mi ją podała, na co położna nachyliła się nad nią i do mojej 5-godzinnej córki powiedziała „no nie rycz, przyzwyczajaj się, nikt nie będzie na Twoje każde zawołanie, bo życie jest ciężkie”. Zamiast podać mi dziecko, stwierdziła, że lepiej będzie, jak sama je nakarmi z butelki, bo w moich „pustych piersiach i tak nic nie ma, a ja Ci mleka w piersi nie naleję”. Kolejne dni to był dla mnie koszmar – kiedy widziałam, że moje dziecko ma zaparcie i boli je brzuszek, od pana położnego usłyszałam, że pomoże, jeśli „dotrzymam dziecku towarzystwa” – po 4 kolejnych godzinach płaczu dziecka u innej położnej wybłagałam dla mojego dziecka czopek… Nikt, mimo mojej prośby nawet nie chciał mi pokazać, jak małą przebierać, przewijać, pielęgnować pępek – naprawdę nie oczekiwałam, że ktoś to zrobi za mnie, chciałam tylko, żeby ktoś spojrzał, czy sama robię to dobrze… Tak samo było z karmieniem piersią – mała się złościła, nie mogła złapać, co chwilę wypuszczała pierś – usłyszałam tylko, że mam „złe piersi i zero pokarmu”, więc najlepiej, jak ją nakarmią butelką… Chciałam odciągać laktatorem – szpitalnego mi nie udostępniono, własnego z domu nie pozwolono przywieźć. Podsumowując – ze szpitala wychodziłam prawie biegiem, płakałam potem 3 tygodnie, że się nie nadaję na matkę, bo myślałam, że przecież położne wiedziały, co mówią, tylko ze mną jest coś nie tak…

Czytelnik
Kasia
2 lata 26 dni temu

Bardzo prawdziwi tekst. Urodziłam dwóch chłopców, pierwszy poród to była ciężka sprawa, drugi to przyjemność. W obu przypadkach miałam wspaniałą opiekę, nauczyłam się od położnych wszystkiego co trzeba było. Rok 1999 I 2001 były w naszym szpitalu jeszcze latami gdzie tata mógł być przy rodzącej, ale po porodzie miał 2 godziny I do widzenia. Owiedzin nie było (obligatoryjnie dla nikogo) I to mi się bardzo podobało. Spokój , cisza, dużo czasu na próby kąpania, przewijania, przytulania…. Nie przypominam sobie aby któraś mama miała problem z karmieniem piersią. Ja karmiłam chłopców prawie do dwóch lat. jedak potrzebna jest cierpliwość, konsekwencja I należy ufać położnym I ich słuchać. Dzieci są wówczas szczęśliwe I rodzice zadowoleni.