Od 2 lat mam skarb i nikomu go nie oddam

Jest 23:00. Wszystko na jutrzejszą imprezę przygotowane. Otworzyłam sobie małą puszeczkę, ale nie wiem czy dam radę wypić.

Małej puszki nie dam rady? Kto by jeszcze chwilę temu pomyślał. A tu już dwa lata, jak jestem mamą. Ci co mówią, że życie po urodzeniu się nie zmienia, to znaczy, że nie mają dzieci. Macierzyństwo uczy cierpliwości, sprawia, że każdy dzień jest dla Ciebie niesamowity. Gaworzenie traktujesz jak zdobycie nagrody Nobla, raczkowanie jak pokonanie triathlonu, a pierwsze kroki jak wejście na Mount Everest. Niesamowite jak cudownym uczuciem jest poczucie dumy ze swojego dziecka jak mówi pierwsze słowa, czy prawidłowo chwyci widelec. Brzmi jak powieść tandetnego romansidła? Może.  Ale jakoś przestałam przejmować się co pomyślą o mnie inni. Tego też nauczyło mnie dziecko. Uodporniłam się  na spojrzenia innych,  jak Oli coś nie spodoba się na placu zabaw i jej płacz słychać pod Tatrami.

Z drugiej strony stronię od koleżanek, dla których tematem jest tylko kolor kupki, czy ułożenie jadłospisu na następny dzień. Jednak radą służę zawsze. Tak jestem położną, ale o wielu sprawach na studiach nie uczą. Punkt widzenia zmienia się również gdy mówisz o gorączce własnego dziecka, a nie przez telefon dyktujesz znajomej dawki paracetamolu. Racjonalne myślenie, spokój to stany ducha które w takich chwilach nie istnieją. Drżysz o każde przeziębienie, zmniejszony apetyt, nadmierną senność. Teoretycznie wiesz, że teraz wszyscy chodzą z katarem, jest upał i nawet Tobie nie chce się jeść i pół nocy maluch szarżował więc kiedyś odespać musi, ale ty na końcu głowy masz czarny scenariusz.  Normalne? Jasne, że nie. Ale to wszystko, bo nie wyobrażasz sobie już życia bez tej malej istoty. Tolerujesz pobudki o 6 rano bez funkcji drzemki. Notoryczny bałagan i odciski na stopach po leżących wszędzie klockach.

Jesteś znieść wiele. Czasami leczyć się przez wiele lat, poddawać nieprzyjemnym zabiegom aby tylko zobaczyć dwie kreseczki. Potrafisz przeleżeć plackiem 9 miesięcy byle nie urodzić wcześniaka. Skurcze porodowe- znosisz je dzielnie bo wiesz, że chodzi o dobro dziecka.  I już zawsze będziesz siebie stawiać na drugim miejscu bo już zawsze będzie liczyć się tylko dobro dziecka.

I choć czasem czuję się zmęczona prozą życia codziennego gdy po raz 10 układam książeczki, lub cały dzień mała marudzi, to wiem, że nie chcę z tego rezygnować. To wiem, że jestem szczęściarą i nikt mi tego szczęścia nie zabierze.

Nie jestem oryginalna? To dziwne, bo mam wrażenie, że to tylko ja jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.

P.S Na urodziny dziecka,  matka też  powinna dostawać prezenty. Kto się męczył na porodówce? Kogo bolało. Kto wylewał siódme poty?

Podziel się swoją opinią na ten temat:

Napisz pierwszy komentarz!