Dzień z życia na urlopie macierzyńskim

Czym ty jesteś zmęczona, fajnie – siedzisz sobie w domu i wychowujesz dzieci, nie musisz rano wstawać do pracy…

No to zobacz jak wygląda mój i tysięcy innych kobiet, dzień na urlopie macierzyńskim.

Mój dzień zaczyna się o godzinie….hmmm… nie wiem, on trwa non stop. Ustalmy jednak, że o 6 rano. Wtedy budzę 3 letnią Olę do przedszkola. Oczywiście mała chce żeby to MAMA dała śniadanie, MAMA pomogła ubrać, MAMA poszła z nią do łazienki. O 6.40 macham na pożegnanie i wracam do sypialni z nadzieją, że dwumiesięczne bliźniaki szybko się nie obudzą. Staje się to zazwyczaj jak tylko zasnę. Tak więc karmię piersią jednego, najadł się – zasnął. Teraz pytanie : budzić drugiego, żeby już dwójkę mieć z głowy czy jednak dać mu pospać. Nie mam sumienia przerywać mu drzemki. Kładę się i ja. Zasypiam- drugi się budzi. Ok pierś, najedzony, śpi. Śpię i ja. Po godzinie powtórka z rozrywki. To jest ta optymistyczna wersja, bo często zamiast szybkiego karmienia jest głaskanie bolących i płaczących brzuchów. Bo weź wytłumacz, że jak tak będą co pół godziny chcieli ssać to się tym mlekiem zaleją. Potrzeba ssania wygrywa. A jeszcze weź przekonaj, żeby wzięli smoczka- po dobroci i po groźbie – nie da się.

Koło 9 schodzę na dół. Szybki prysznic- jakieś dwie minuty i szybkie śniadanie. Wersja optymistyczna. Bo bywa i tak, że na dół schodzę z dwójką. Lulam, głaskam, odkładam. Szybki prysznic- po 30 sekundach już słyszę płacz dwójki. Wychodzę. Znowu lulam, głaskam, odkładam. Szybkie śniadanie. (W wersji jeszcze mniej optymistycznej- śniadanie z którymś dzieckiem na rękach).

Tak robi się gdzieś godzina 11-12:00 To co posprzątać czy spacer? Dobra spacer. O nieee. Znowu to ubieranie. Sweterek, skarpetki, szaliczek, czapeczka, kombinezon, śpiworek. Razy dwa( w weekendy, gdy nie ma przedszkola to razy 3). Zanim dwójkę zapakuję do wózka, mam ochotę znowu wziąć prysznic. Dezodorant musi wystarczyć. Wychodzimy.

20180101_132158

Na spacerze dylemat. Iść krótszą, czy dłuższą drogą. Niee no, kiedyś trzeba schudnąć- idę na około. W połowie wyprawy zaczynam żałować. Ja dostaję zadyszki, a dzieciaki zaczynają się przebudzać już szukając piersi. Jesteśmy w domu, a wraz z nami godzina 13-14:00.

Jaki tu burdel. Potykam się o wszystko. Mogłam jednak posprzątać przed spacerem. Albo wieczorem. Ssaki jeszcze w kombinezonach a już ryczą. Nic to -dawaj do piersi. Ale którego wybrać pierwszego, który bardziej głodny. Dawaj dwóch na raz. Wyglądam jak….Nie cierpię karmić dwóch jednocześnie. To anty kobiece, anty seksowne, anty wszystko. Ok jestem sama- mogę. Najedzenie, nagłaskani, nieululani. Szybko jakiś obiad. Mąż i Ola wracają do domu koło 15:15. W optymistycznej wersji obiad jest na czas, w mniej optymistycznej na 15:30 a zazwyczaj mąż przychodzi i zaczyna robić obiad sam. Ja w międzyczasie próbuję coś posprzątać. Klocki, puzzle- ja do pudełka, Ola je na podłogę. Próbuję jej nie zabić. Nie wiem jak to się dzieje, ale zawsze w największy rozgardiasz zawsze ,,na chwilę” przyjeżdża teściowa. Co ona sobie o mnie myśli…Zawsze syf.

W międzyczasie bliźniaki chcą do piersi, Ola w tym czasie woła: No pobaw się ze mną!!! W końcu- też potrzebuje uwagi. Układamy razem puzzel. Ona, ja i ssak na piersi. Jedną ręką trzymam główkę, drugą szukam elementu układanki. Pierś co chwila wypada z buźki, Olka krzyczy, że to nie tak, telefon dzwoni, a mąż pyta czy chcę kawę. W takim klimacie dochodzimy do godziny 19:00

Kąpiel. Najpierw bliźniak jeden- potem Ola- na koniec bliźniak dwa. W dniu gdy nie ma kąpieli, to godzina dla mnie. Albo sprzątam na następny dzień, albo szybko idę na orbitreka. Włączam głośno muzykę, chcąc być fit, ale co pięć minut ktoś coś chce.

Godzina 20: 00 Ola spać. Idzie do pokoju z tatą, sama nie zaśnie. Wtedy ja zaczynam czad z bliźniakami. Wieczorem lubią boleć ich brzuchy, dwójka płacze- sorry wyje non stop. Po jakiejś pół godzinie schodzi mąż. On jednego ja drugiego. Do piersi raz jednego, raz drugiego.  Około godziny 23:00 sytuacja wydaje się być opanowana. Szybka kolacja i spać. I gdy zasypiam czad zaczyna się od nowa. Lulamy, lulamy i lulamy gdzieś do około 2 w nocy. Męża wysyłam spać szybciej- w końcu musi iść do pracy. Od drugiej już nie płaczą. Jest błoga cisza. Teraz tylko karmienia. O 3 Czarek, o 4 Stasiu, o 5 Czarek, o 6 Stasiu. Już szósta??? OLAAAAA wstajemyyy.

Już rozumiesz dlaczego nie wiedziałam kiedy zaczyna się mój dzień. On się nie zaczyna- on trwa cały czas.

Koleżanki mówią, że najgorszy pierwszy rok. Tak więc odliczam- zostało 10 miesięcy. Mama mówi, że najgorsze pierwsze trzy lata. Tak więc odliczam- dwa lata i 10 miesięcy. A mi się wydaje, że spokój będzie jak cała trójka pójdzie na studia.

Jeszcze raz chcesz zapytać czym ja jestem tak zmęczona?

Podziel się swoją opinią na ten temat:

1 Komentarz na temat "Dzień z życia na urlopie macierzyńskim"


Czytelnik
Aska
9 miesiące 10 dni temu

Ja od trzech miesięcy też mam trojke: córka 4,5 lat, syn 2,5 i córka trzy miesiące. Jak starszaki są w przedszkolu to jest super. Oczywiście nie jestem w stanie zrobić wszystkiego czego bym chciała ale w czasie polgodzinnej drzemki mogę albo po prpdtu siasc i miec czas dla siebie lun probowac cos ogarnąć w domu. Jak cora ma dobry dzien to jak nie spi spokojnie daje mi troche poprasowac z wielkiej sterty prania. W weekendy lub gdu starszaki choruja o sa w domu jest masakra. Latam od jednego do drugiego i trzeciego, maz (jesli to weekend) jezdzi po sklepach zrobić zakupy, gdzieś trzeba znalezc czas na obiad, starszaki chcą się bawić, najmłodsza chce na rękach zwiedzać mieszkanie więc wtedy nic nie da się sensownego robić… Ja nie mogę się doczekać jak najmłodsza będzie mieć chociaż 18 miesięcy. Wtedy dziecko jest już bardziej kumate, da się z nim dogadać, jest bardziej samodzielne niż taki niemowlak.
Uffff idę wyciągnąć z wanny starszaki. Dzisiaj oni się kapia.