Promowanie karmienia piersią może szkodzić

Karmienie piersią- nawoływania ze wszech stron, że będziesz karmić, że karmisz, że karmiłaś. Tak, sama dużo mówię o swoich prywatnych doświadczeniach z tym związanych. Wkurza mnie jednak, jak wypowiadają się i promują naturalne karmienie inni. Inni czyli nie położne, nie doradcy laktacyjni a wszyscy naokoło. Dlaczego?

Kto pomaga przy karmieniu piersią?

Czy tylko położne, doradcy laktacyjni mogą wypowiadać się w kwestii karmienia piersią? W kwestii porad- TAK, w kwestii promocji -NIE. I te dwie kwestie często się ludziom mylą. Fizjoterapeuci prowadzą szkolenia- ,,jak sprawić by mieć więcej pokarmu”, proponując jedynie kinesiotaping piersi, jako problem na wszystko. Psycholodzy organizują szkolenia, jak trzymać dziecko w czasie karmienia by miało poczucie bezpieczeństwa, nie mówiąc o tym jak poprawnie je przystawić by nie poszarpało brodawek. Ma być miło- niekoniecznie dla mamy. Samozwańcze doule, bez ani pół kursu oceniają akt ssania. I jak się potem nie dziwić, że połowa mam rzuca kp jak tylko z takiego wykładu wyjdą. Bo Pani mówiła, że będzie tęcza, a jest burza. Gdy wszystko idzie ok – super to zasługa warsztatów rehabilitanta, gdy idzie źłe- to zła położna nie pomogła w szpitalu. Śledzę różnych blogerów, celebrytów, specjalistów, którzy to o karmieniu lubią się wypowiadać. Grunt w tym, że nie są medykami i nigdy nie byli. Nie powiem, czasami wiedzę to może i jeszcze tam dostrzegę- ale tą książkową oczywiście, bo żadna z tych osób nigdy przenigdy nie udzieliła ani jednej porady laktacyjnej- mam nadzieję. Bo każda mama jest inna i każde postępowanie jest inne.

Nakładki psują laktację

Przykład nakładek podaję bardzo często, pokazując czy ktoś się na laktacji zna czy nie. Szumne artykuły pod tytułem ,,wyrzuć nakładki do śmietnika” mogą spowodować wręcz, że kobieta przestanie karmić w ogóle. Bo jeśli z jakiś powodów dziecko ma problem ze ssaniem, to czasami nakładka jest jedynym wyjściem, by móc karmić bezpośrednio z piersi. To pomost między butelką a ,,gołą” piersią, który jest ratunkiem, dla karmienia bez butelki. Oczywiście taką sytuację trzeba dokładnie ocenić, wybrać odpowiedni rozmiar kapturka, opracować plan postępowania, a za parę dni skontrolować co i jak. Jeśli wcześniej pacjentka przeczyta, że nakładki nie, nie i nie, to skończy się tym, że z piersi dziecko się nie naje, bo źle będzie łapało, albo zamiast czas poświęcić na stymulację, straci się go na nieefektywnym ssaniu.

Z drugiej strony, często mamy słyszą, że mają straszne piersi do karmienia i tylko nakładka je uratuje. Ja jadąc na wizytę twierdzę, że brodawki są idealne  i w sekundę się nakładki pozbywamy. Fakt, zbyt często się je zaleca BEZ SENSU.

Problem z karmieniem?- Podaj butelkę

Znam wielu rewelacyjnych pediatrów, którzy matkę w karmieniu piersią wspierają. Znam też takich, którzy na byle ból brzuszka, na byle kupkę od razu zalecają odstawienie od piersi, w najlepszym przypadku restrykcyjną dietę u mamy. Z jednej strony nie ma się co dziwić, na studiach temat laktacji to godzina! Godzina wiedzy o kp. Z drugiej jednak strony zawód medyczny wymaga ciągłego dokształcania się i uaktualniania wiedzy. Łatwiej nie jest, gdy mamy, babcie i sąsiadki za kolki obwiniają Twój pokarm, albo sałatkę z obiadu sprzed tygodnia. Będąc zmęczonym, pełnym obaw czy dziecko się najada, do głowy bierze się wszystko. A nasz kraj jest pełen specjalistów amatorów. Idąc do lekarza Ty z góry wiesz co Ci dolega, budując dom- Ty będziesz pouczać budowlańców a oddając samochód do warsztatu na pewno zarzucisz mechanikowi, że wymienia nie to, co potrzeba. Nie inaczej jest jeśli chodzi o laktację. Każdy wie, że trzeba przystawić i karmić- jak na reklamie. Tylko, że życie to nie jest reklama…

Jak mówić o karmieniu piersią?

Przede wszystkim rzetelnie. Nienawidzę samozwańczych specjalistów, bo przez ich popularne hasła wypowiedziane w sekundę, ja spędzam potem godziny na udowadnianiu, że jest inaczej. Niech Pani księgowa zajmie się finansami, Pani fizjoterapeutka – usprawnianiem ruchowym, a nauczycielka nauczaniem dzieci w szkole. Żeby było jasne, nic nie mam do wyżej wymienionych zawodów! Super, że organizuje się spotkania, warsztaty, dni otwarte. Reklama swojej firmy gwarantowana. Ale na litość boską każdy jest specjalistą w swoim fachu. Na konferencję zaproś kogoś, kto się na temacie zna nie tylko teoretycznie, ale przede wszystkim praktycznie i o swoich doświadczeniach opowie. To, że się karmiło swoje dziecko nie daje uprawnień do nauczania innych. Opowiedz o swoich doświadczeniach, ale nie stawiaj diagnozy drugiej mamie. Tym bardziej krzyczę tu do osób znanych, popularnych czy to w swoim środowisku czy w szerszym gronie.

W sumie dzięki Wam mam pracę, bo matek z problemami laktacyjnymi jest mnóstwo. Ale czy tak musi być? Jako doradca laktacyjny powinnam zajmować się głównie skomplikowanymi przypadkami, trudnymi do zdiagnozowania. Przez wykłady ,,Pani Zosi” głównie prostuję jej rewelacje zaczerpnięte z kosmosu. I tam też mam ochotę ją wysłać.

W Polsce zbyt dużo o karmieniu piersią się mówi, a zbyt mało się robi. Krzyczenie z każdej strony by nie podawać butelki nie jest rozwiązaniem, bo albo mama z zaciśniętymi zębami karmi przez 3 miesiące, wylewając tony łez, albo po jednym dokarmieniu ma takie wyrzuty, że nie może spojrzeć w lustro. Może jeśli każdy zajmie się swoją działką życie stanie się prostsze, a odsetek mam karmiących bez presji wzrośnie.

 

Podziel się swoją opinią na ten temat:

Napisz pierwszy komentarz!