Pogłaskać, pocałować – czasami to za wiele

Tak łatwo jest zrobić dziecku krzywdę, tak bardzo nietrudno. I nie o siniaki tu chodzi, ale o krzywdę psychiczną, o krzywdę funkcjonowania w społeczeństwie, o krzywdę zaburzania rozwoju. Zbyt wczesne macierzyństwo często jest przypadkowe. Często też nie ma nic wspólnego z wychowywaniem. Matką się jest, ale tylko tą, która urodziła. Miłość do dziecka, która wydaje się być czymś naturalnym, instynktownym, w takich przypadkach sprowadza się do kupienia dziecku batonika, czy zabawki za 2 zł z maszyny losującej.

Nie czytanie dziecku książeczek, nie rozmawianie z nim, nie bawienie się może tylko prowadzić do opóźnienia. Jednak opóźnienie to nigdy nie zostanie nadrobione. Nie mogę poradzić sobie widząc takie sytuacje. Nie ilość misiów jest miarą miłości matki do dziecka. Nie ilość kinder niespodzianek jest okazaniem uczuć. Spojrzenie prosto w oczy, spontaniczny całus, czy objęcie malca w swoich ramionach, choć trudne do uwierzenia, niektórym sprawia wysiłek niczym pokonanie maratonu.

A dziecko kroczy ślepo za swą matką, w krzyku potrzeby przytulenia się. Poczucie bezpieczeństwa?- nie teraz. Całuję swoją córeczkę jednocześnie myśląc o dziecku, które na taki gest musi ciężko pracować. Uśmiech? Po co się uśmiechać…do kogo…Pobaw się sam i nie przeszkadzaj. Chcesz mi coś pokazać ?-Później…Idź spać..najlepiej na cały dzień.

A potem mówi się, że to dziecko jest niedobre bo agresywne, bo mało się uśmiecha, bo krzyczy z byle powodu. Ale ono się takie nie urodziło. Ono urodziło się z potrzebą bliskości, z potrzebą kontaktu z drugim człowiekiem. Ma nowoczesne zabawki, najlepsze gadżety, wszystkie nowości. Ma matkę…ale jest samotne. Krzyczy? Bo chce zwrócić uwagę na siebie. Mówi przez to mamo! Jestem tu, mamo! kochaj mnie.

Zagubione? Mówi- mamo nie chcę Ci przeszkadzać. Poczekam, aż załatwisz swoje sprawy. W końcu jesteś moją…mamą. Niech inni się nie czepiają ciebie. Przecież dajesz mi jeść, ubierasz, a to że nie przytulasz…kiedyś może przytulisz. Poczekam, bo jesteś moją…mamą. Chodzę smutny bo nie pokazałaś mi, że można się cieszyć.

Jak ja, matka dziecka, któremu uśmiech nie schodzi z twarzy mam godzić się na taką sytuację?! Świata nie zbawię -wiem. Nie mogę jednak patrzeć, jak makijaż, imprezy, komórka są ponad macierzyństwo. Nie wymagam całkowitego zaszycia się z malcem w domu z dala od życia towarzyskiego. Nie trzeba rezygnować z siebie w momencie urodzenia. Ale nie można rezygnować z dziecka. Ono samo się nie wychowa, samo się nie przytuli, samo się nie uspokoi.

Pogłaskać, pocałować- czasami to za wiele. A to boli. Boli chyba bardziej niż porządne lanie. I uwierzcie mam łzy pisząc te słowa. Może zdania są chaotyczne, może mało się składają. Siedzę i stukam w klawiaturę to co mam w głowie. A mam burzę. Mam obraz dzieciątka ze smutnymi oczkami, tępo patrzącymi ze spuszczonej główki.

Dobrze, że chociaż są misie, którym można się wyżalić, z którymi można zasnąć, które zawsze są przy Tobie. I chociaż nic nie mówią to na pewno dają więcej niż ty…mamo

 

Podziel się swoją opinią na ten temat:

Napisz pierwszy komentarz!