Na problemy mieszanka

Jako, że właśnie ukończyłam kurs na doradcę laktacyjnego czuję się w obowiązku napisać ten post. Chodzi oczywiście o karmienie piersią, a raczej jego brak. Brak dostępności poradni laktacyjnej zwłaszcza w mniejszych miejscowościach to jedno. Ale brak pomocy i wsparcia w czasie pobytu w szpitalu to dopiero jest skandal. Jestem położną, sama pracuję w szpitalu na oddziale położniczym i może kolejny raz wbiję kij w mrowisko lecz wierzę, że kiedyś takie obrazki o których chcę napisać znikną.

Na obronę personelu powiem tylko, że ilość dokumentacji, komputeryzacja na oddziale pochłaniają tak bardzo, że czasu dla pacjenta jest zdecydowanie za mało. Takie czasy, że bardziej liczy się to co napisane, niż to co zrobione. Nie raz chcąc pomóc pacjentce przystawić dziecko do piersi musiałam liczyć się z późniejszym wyjściem ze szpitala z powodu konieczności dokończenia pisania papierów. Nie jest to ani fajne, ani potrzebne. Doradców laktacyjnych często na oddziałach brakuje, a jeśli są to zazwyczaj od poniedziałku do piątku od 7 do 15 bo tak wymusza kontrakt. Biedna ta, która zostanie mamą w piątek po południu. Do jej wyjścia z położną laktacyjną raczej się nie zobaczy.

Ale grzmię gdy oddział, który przyjmuje średnio 2-3 porody na dobę i który ma czas by pomóc-swego zadania nie realizuje. Byłam świadkiem takiej sytuacji. Kobieta urodziła w poniedziałek przez cięcie cesarskie a we wtorek dzwoni żeby pomóc przystawić dziecko do piersi.

Dodajmy, że jest w danej chwili w szpitalu. Dodajmy, że od porodu tj poprzedniego dnia nikt nie pomógł przystawić dziecka. Dodajmy, że to mały szpital z niewielką liczbą porodów.

Jestem na miejscu, podejmujemy pierwsze próby. Wchodzi położna, która nie wie kim jestem i w jakim celu przyjechałam. Widząc mozolne, nieefektywne polizywanie piersi (bo ssaniem wówczas nie można było tego nazwać) stwierdza z uśmiechem na ustach- noo jeszcze nie umie ssać. I co robi? Idzie dalej…

Nie zapytała czy pomóc, jak mama radziła sobie do tej pory. Nic.

Może i jestem jeszcze młoda i naiwna. Ale czy w tym zawodzie chodzi o to żeby doczekać do końca dyżuru i iść do domu? Czy nie mając nic do robienia bo poprzednie przyjęcie pacjentki było 5 godzin temu a następne się nie zapowiada, nie można chociaż spróbować pomóc? Problemy te zazwyczaj są banalne dla personelu a ogromne dla pacjentki. Często zwykła zmiana pozycji czy techniki już rozwiązuje problem.

A jakie są najczęstsze rady? Pani da mieszankę bo dziecko nie umie ssać.

No to podanie butli na pewno je tego nauczy. Nie dość, że dziecko zacznie przybierać nieprawidłowe wzorce to jeszcze poziom ilości mleka u matki z każdym dniem będzie stawał się niewystarczający. Oczywiście pacjentka nie wie, że to pierwszy krok aby zabić u siebie laktację. Pacjentka otrzymuje tylko informację, że dzięki mieszance dziecko będzie przybierać na wadze i szybciej wyjdą do domu. Wyjdą do domu czyli po problemie?

Znam wzorcowe szpitale, które nie wypuszczą do domu mamy która nie ma 100% umiejętności w karmieniu piersią. Dlaczego jest ich tylko parę w Polsce?

Powtarzam- jestem położną. Nie należę do żadnego ruchu, który miałby bojkotować ten zawód. Ale nie chcę by cały czas były o nas negatywne opinie. Są położne, które całym sercem wykonują swoje obowiązki. Są do dyspozycji pacjentki, służą radą i pomocą. Ale i tak nikt ich nie docenia bo z internetu, prasy, telewizji grzmią tylko hasła typu: nie pomogła, nie przyszła, spała.

A tak zazwyczaj nie jest. Zazwyczaj większość z nas kocha ten zwód i spędza z pacjentką mnóstwo czasu. Ale wystarczy jedna czarna owca i zła opinia leci na wszystkich.

Czasy kiedy pacjent miał siedzieć cicho i nie przeszkadzać już dawno minęły. Czasy też takie, że przez wszechpanującą technikę dzisiejsze kobiety słabiej radzą sobie z karmieniem naturalnym niż jeszcze nasze mamy.

Chwila spędzona na poradzie, rozmowie, wsparciu może znacznie pomóc. Może znacznie poprawić opinię, szacunek. Mieszanka to najprostsze wyjście ale nie rozwiązanie!

A usłyszeć od pacjentki „Karmię tylko dzięki Pani„- bezcenne.

Podziel się swoją opinią na ten temat:

6 Komentarze na temat "Na problemy mieszanka"


Czytelnik
Agnieszka
2 lata 2 miesiące temu

Moj Boze, jak przypominam sobie jak polozna w szpitalu uczyla nie przystawiac, to do tej pory mam lzy w oczach. Gdybym ta babe teraz spotkala, to bym ja rozszarpala. Mlody wrzeszczal i dlawil sie powietrzem, ona trzymala mu glowke jedna reka, a druga sciskala moja piers, z ktorej lala sie krew zamiast mleka, bo syn zmasakrowal mi brodawki. I darla siena mnie, ze nie umiem dziecka przystawic. To bylo rok temu, w Boze Narodzenie. Moje pierwsze dziecko.

Czytelnik
manowce
2 lata 7 miesiące temu

w szpitalu, w którym rodziłam było parcie na karmienie piersią, a i tak nikogo nie obchodziło to, że nie mam pokarmu, a moje dziecko od 2 dni prawie nie je i płacze bez przerwy. porada polegała na tym, że raz mi pokazano, jak małego przystawić, a potem słyszałam „proszę próbować i zobaczymy”. mały nie jadł, chudł, aż w końcu sama poprosiłam o mieszankę. ale proszę mi nie mówić, jak to położne czy pielęgniarki nie mają czasu, bo ile razy podchodziłam do ich „kącika”, to słyszałam rozmowy o sukienkach, weselach i kawce, a doprosić się o uwagę było ciężko. za to położna na sali porodowej była WSPANIAŁA.

Czytelnik
Ewa
2 lata 7 miesiące temu

Niestety jest to cała prawda. Mam niestety przykre doświadczenie jeśli chodzi o pomoc przy karmieniu. Od początku miałam problemy z przystawieniem synka, bo płaskie brodawki utrudnialy mu uchwycenie piersi, mimo że odruch ssania miał silny. Gdy poszłam do położnych po radę i powiedziałam że nie mam pokarmu i że mam wrażenie że nic nie leci, usłyszałam „nie leci to nam, bo my jesteśmy stare „. Pierwsze dziecko,problemy od początku, buzujące hormony, i zero wsparcia, a wręcz lekceważenie. Rzeczywiście, dla nich była to błahostka, a dla mnie wówczas jedna z najważniejszych rzeczy na świecie. Uczucie przykrości pamiętam do dziś, i przekonanie że nie mam tam kogo prosić o wsparcie. Przy drugim dziecku myślę że bardziej stanowczo bym się domagała swoich praw i bym zwróciła uwagę tym paniom, że to jest ich praca. Jednak poczucie zagubienia w nowej roli przy pierwszym dziecku wzięło górę. Gdyby nie moja siostra, z kp pożegnałabym się bardzo szybko. Dodam, że był to ceniony i znany szpital w Krk, promujący bliskość matki i dziecka oraz przekonujący na szkole rodzenia, że nie wpuszcza do domu kobiety, która nie jest pewna swego karmienia. Totalna bzdura i tanie hasła marketingowe. Z tego też powodu, rzecz wydawałoby się najbardziej naturalna na świecie, jest powodem łez i frustracji wielu młodych mam. Sama dobra wola matki nie wystarczy jeśli pojawiają się problemy. Potrzebne jest wsparcie kogoś z wiedzą i doświadczeniem. I z dobrą wolą aby spróbować się wczuć w sytuację młodej matki.

Czytelnik
NNN
2 lata 8 miesiące temu

ehh cała prawda, niestety 🙁 u nas w szpitalu na jednej zmianie wciskali dziecku mieszankę od razu żeby przybierało, a jak w nocy dziecko mi płakało i poprosiłam o butlę, bo niestety nie umiałam jeszcze karmić, to niestety była inna zmiana i zostałam niemiło potraktowana, że budzę i że jak będę dawała butlę to karmiła na pewno nie będę. Hormony we mnie buzowały jeszcze po porodzie że się popłakałam i tyle i tylko były niepotrzebne nerwy. Faktycznie miała rację ta kobieta, chciała dobrze( szkoda tylko że nie chciała mi pomóc w tym momencie z piersią), ale niestety poprzedniczki robiły co innego.