Co u nas- czyli 5 miesięcy na macierzyńskim

Macierzyński- celowo nie używam terminu urlop – to czas, który bardzo szybko leci. Wydawało by się, że każdy dzień wygląda tak samo, a jednak…Po 5 miesiącach widzę postępy w organizacji swojego czasu i podejścia do rzeczy codziennych. Jeśli jesteś mamą na pewno podpiszesz się pod tym artykułem.

Po pierwsze sypialnia…

Oj, oj, oj dla tych co pomyśleli nie wiadomo o czym. Miałam bardziej na myśli, że znudziło mi się w nocy odkładanie dziecka po każdym karmieniu do swojego łóżeczka. Karmię na boku w bezpiecznej pozycji żeby dziecia nie udusić i tak sobie drzemię do następnego karmienia. Co w związku z tym? Miejsca w łóżku zrobiło się mało. Trzeba było wyeksmitować męża do innego pokoju. Teraz jego brak, rekompensują mi dodatkowe centymetry na moją jeszcze nie fit dupkę.

Stwierdziłam też, że nie ma co się denerwować, że znowu się nie wyspałam- nie wyśpię się jeszcze parę lat i nic tego nie zmieni- także złość piękności szkodzi.

Z rana zawsze jest śniadanko

Już nie o 13- teraz koło 10. Wcześniejsze rozwijanie dzieci, zabawianie, edukowanie, pobudzanie do rozwoju zamieniłam na położenie na macie i dołączenie dodatkowych zabawek. Ja w tym czasie spokojnie szamam owsiankę. Chyba 10 minutowa przerwa w rozwijaniu mózgu dzieci krzywdy im nie zrobi.

Powiedziałam, że wykarmię swoje dzieci piersią

i to zrobię- ale za to, zaczęłam już odciągać po 20% z ich przyszłego kieszonkowego na poczet operacji plastycznej cycków.

Kontakty ze znajomymi też wracają do normy

Już nawet oddzwaniam dużo szybciej niż wcześniej- teraz zajmuje mi to tylko tydzień.

Pranie…

Coraz częściej wyjmuję je z pralki już po dwóch dniach. Oczywiście, wcześniej płukanie. To sukces, bo jeszcze miesiąc temu mokre spodnie były w bębnie przez trzy dni i zanim je wyjęłam musiałam wyprać jeszcze raz. Zdaję sobie sprawę, że żywotność mojej pralki jest bardzo narażona, ale dla oszczędności czasu  już wybrałam inną- taką mega bajer- organizacja czasu to podstawa.

Sprzątanie

Tak, mieliśmy Panią do sprzątania. Przychodziła sześć razy dziennie. Ale teraz ten okres gryp i innych choróbsk- widocznie musiało ją to dopaść, bo nie dość, że przestała przychodzić to jeszcze biedaczka nie ma siły telefonu odebrać. W ogóle coś jest z tymi telefonami, bo jak dzwonię do innych Pań, żeby pomogły mi ogarnąć kurze to jak tylko podaję adres to nagle słyszę jakby dźwięk zakończenia rozmowy: tyyy,tyyy,tyyy.

Zabawki

Już nie mają każde swojego miejsca na półeczce. Teraz mają swoje miejsce w szczelnie zamykanym pojemniku. Układanie misiów zamieniłam na wpychanie je do pudełka i dociskanie pokrywki, żeby nie wyleciały. I tak spędzają tam mało czasu, także chyba się nie popsują.

I co można? Można? Aż strach pomyśleć co napiszę za kolejnych 5 miesięcy. Że jeść daję raz na dwa dni- w końcu trzeba ograniczać ryzyko otyłości?  Moje wyluzowanie trochę mnie przeraża, ale jednocześnie zaczynam stwierdzać, że macierzyński może być urlopem. Już niedługo napiszę co naprawdę szalonego zrobiłam- póki co, to tajemnica. Ale jak widzisz z trójką małych dzieci da się żyć. A ty jakie postępy zrobiłaś w tym miesiącu?

Podziel się swoją opinią na ten temat:

Napisz pierwszy komentarz!